Dzisiaj miało spełnić się moje marzenie. Miałam jechać do Londynu i tam zamieszkać. Nadal nie wierzyłam w to, że rodzice pozowolili mi zamieszkać u przyjaciółki. Byłam już spakowana od kilku tygodni. Aż w końcu nadszedł ten dzień. Za chwilę mój tata odwiezie mnie na lotnisko i będę wolna! No prawie. Będę pod opieką rodziców Jennifer.
- Avril! - usłyszałam głos mamy z dołu - Chodź, bo sie spóźnisz na samolot!.
- Zaraz zejde mamo.. - odpowiedziałam. Rzuciłam okiem na pokój czy aby na pewno niczego nie zapomniałam. Ok. Wszystko jest. Zwlokłam się z walizką po schodach na dół.
- Tylko pamiętaj. - zaczęła mama. - Bądź grzeczna, uważaj na siebie, nie umwaiaj się z obcymi, jakby co zawsze możesz liczyć na pomoc rodziców Jennifer i...
- Mamo! - przerwałam jej. - Nie mam sześciu lat. Poradzę sobie.
Uśmiechnęła się do mnie niepewnie, ale nie wyliczała dalej.
Ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwich stała Victoria.
- Cześć! Jak dobrze, że jeszcze nie wyszłaś - powiedziała
- Ale zaraz wyjdzie - wtrącił mój tata - Obojętnie co masz jej do przekazania, pospiesz się.
- Jasne, proszę pana. - uśmiechnęła się. Przeszyłyśmy do kuchni gdzie nikogo nie było.
- Co chciałaś? - spytałam.
- Jak brzmią cztery zasady?
- No drugs, no alcohol, no cigarettes, no sex...Ale co to ma do rzeczy? - odparłam nieco zdziwiona
- Chcę żebyć wszystkie złamała, jasne?
Popatrzyłam na nią i zaśmiałam się.
- Jasne!
- AVRIL! NAPRAWDĘ TAK NIE CHCESZ JECHAĆ DO TEGO LONDYNU? - usłyszałam tatę. Pożegnałam się szybko z Viką i pobiegłam do samochodu.
- Ile można czekać? - zapytał ojciec
- Musiałam się przecież pożegnać.
Lot minął szybko. Na lotnisku czekała na mnie Jeni.
- No hej. - podeszła do mnie. - Fajnie znowu cię widzieć
- Ciebie też - odparłam przytuliłam. - Dzień Dobry! - zwróciłam się do jej rodziców.
- Witaj Avril. - powiedziała mama mojej przyjaciółki. - Jak ja cię dawno nie widziałam.
Uśmiechnęłam się.
Pojechaliśmy do domu.
Dom...nie Willa, w której mieszkali była cudowna! Duża, przestronna, z basenem z ogrodzie. 'Teraz to będę miała życie.'
- ...A jutro wieczorem pójdziemy na koncert. - doszły do mnie słowa Jennifer.
- Jaki koncert?
- One Direction.
- Co to jest? - zapytałam. Nigdy wcześniej nie słyszałam tej nazwy.
- Zespół. Wiem, że ty preferujesz rocka, punka i inne takie, ale nie zaszkodzi ci posłuchać popu
'BŁAGAM! TYLKO NIE POP!' - pomyślałam.
- Oj przestań! Spodoba ci się. - odparła przyjaciółka bezbłędnie odczytując moją minę. Taa...jasne...już to wiedze. Będę musiała sobie kupić zatyczki do uszu...
Miałam mieszkać w pokoju razem z Jeni. Super. Przez resztę wieczoru będę skazana na słuchanie historyjek o tym One Cośtam. Wspaniale....
Wiem, że krótko, ale obiecuję, że następnym razem będzie lepiej ;D Proszę o komentarze.
Zajebiste Milordzie ;D
OdpowiedzUsuńProszę o więcej. :D