Siedziałam na łóżku. Przez całą noc nie spałam, myślałam o Harrym i o tym, że dał mi swój numer. Zastanawiałam się czy do niego napisać. Pewnie większość fanek od razu by to zrobiła, ale ja miałam wątpliwości. Nie wiedziałam o czym z nim rozmawiać.
- Już nie śpisz? - zapytała Jennifer. Wyglądała przekomicznie. Jej brązowe włosy ułożone były w artystyczny nieład. Jedno oko miała przymknięte. Zaczęłam się śmiać.
- Z czego sie śmiejesz?
- Spójrz do lustra księżniczko. - wykrztusiłam
Jeni natychmiast podbiegła to lustra.
- Wyglądam jak żona Frankensteina! - krzyknęła
- Gorzej.
- Nie pomagasz. - popatrzyła na mnie złym wzrokiem.
- Oj przepraszam...- podeszłam do niej i pomogłam jej się ogarnąć.
- Napisałaś do Harrego. - spytała.
- Nie...
- Co?! Żartujesz sobie, nie?!
- Nie...nie napisałam.
- Boże..z kim ja żyję?! Napisz do niego..
- Co mam napisać?- spytałam zirytowana.
- Nie wiem! Cokolwiek, że go kochasz, albo..
- Że co?
- Że go kochasz.
- Ale ja go nie kocham..
- Nie wcale...przecież widać.
- Nie! - odparłam zdenerwowana.
- Czy gdybyś go nie kochała byś tak zaprzeczała?
- Jeni, błagam...nie wkurzaj mnie.
Odpuściła. W końcu. Gdy się w końcu ogarnęłyśmy, zeszłyśmy na dół na śniadanie.
- Witaj Avril! Jak się spało? - zapytała mama mojej przyjaciółki
- Eee...dobrze. - skłamałam.
Po południu czas dłużył się niesamowicie. Nie wiedziałyśmy co robić.
- Więc narazie nie masz zamiaru do niego pisać. - zaczęła Jennifer.
Milczałam.
- Zadałam pytanie. - powiedziała nieco zirytowana.
- Nie wiem.
- Aha..okej..rozumiem. Wiesz co?
- Hmm?
- Chodźmy się przejść. Pokażę ci miasto. Skoro tu już mieszkasz fajnie by było jakbyś znała kilka miejsc.
- Masz rację. Chodźmy.
Szłyśmy uliczką, przy której stały sama wille. Aż trudno uwierzyć, ale niektóre były lepsze od tej gdzie mieszkała moja przyjaciółka! Po pewnym czasie doszłyśmy do ekskluzywnej restauracji.
- Zjemy coś? - zapytała Jeni. - Jestem cholernie głodna!
- Nie tylko ty. - zaśmiałam się.
- No więc idziemy.
Weszłyśmy do lokalu. Moja towarzyszka poprowadziła mnie do stoliku w najdalszym rogu, przy oknie.
- Tu zawsze siadam z przyjaciółmi. - wyjaśniła.
Podszedł do nas kelner. Zamówiłyśmy jakiś deser lodowy. Rozmawiałyśmy o wszystkim, o Polsce, o sprawach rodzinnych i o chłopakach. Po minie Jennifer widziałam, że choć nie pytała, koniecznie chciała wiedzieć co zrobię z numerem od loczka. Odwróciłam wzrok i wyjrzałam przez okno.
- O matko! - krzyknęłam.
- Co?
- Albo mam omamy, albo spójrz..
Ja nie potrafię pisać długich rozdziałów...Trudno. ;)
Jak będą co najmniej 4 komentarze dodam następny ;)
Omnomnomnom *.*
OdpowiedzUsuńJa chcę więcej! ;*
Też chcę więcej. D:
OdpowiedzUsuńLolololo, jeszcze jeden komentarz.
OdpowiedzUsuńOkej, wstawiaj. :3
OdpowiedzUsuń